No więc po dłuższej przerwie (spowodowanej pielgrzymką) znów tu wracam… Nie dawała mi spokoju ta myśl, że tak długo tu nie pisałem… Nie mogłem pisać – na pielgrzymce naprawdę mało czasu na relaks, a jak chwila się znalazła to znów zasięgu brak doskwierał i uniemożliwiał napisanie czegokolwiek. Na szczęście ów pielgrzymka za mną.
Nie było łatwo. Te dziewięć dni z całą pewnością należy do tych niepowtarzalnych… Początkowo dokuczała pogoda – przez cały pierwszy dzień lało, potem stopniowo się wypogadzało, potem straszny ból nóg, mnóstwo pęcherzy i kilka innych kontuzji. Na szczęście w dwa dni po powrocie z Częstochowy nogi się prawie naprawiły… Na ów pielgrzymce byłem członkiem służby medycznej i grupy muzycznej. Jak sprawa wyglądała? Wstawaliśmy rano podążaliśmy z reguły do kościoła, następnie posuwaliśmy się średnio o 30 km na dobę, co jakiś czas były postoje… Noclegi były całkiem przyjemne. Dwa razy spaliśmy w szkołach, raz u sióstr zakonnych w czymś na kształt domu pielgrzyma, pozostałe noce spędzaliśmy u ludzi, którym należą się najszczersze podziękowania. Miło z ich strony, że zapraszali nas na noclegi, nierzadko częstując wspaniałym jedzonkiem… Mniam… Całe dnie praktycznie spędzaliśmy na modlitwie, medytacji, śpiewie piosenek religijnych i innych sposobach uduchowiania… Niejednokrotnie bawiłem się dobrze, jednakże wydaje mi się, że to nie dla mnie. Szczerze mówiąc zdarzyło się, że w pewnym momencie nie byłem w stanie iść, więc musiałem trochę przejechać autobusem… Co wieczór, po dojściu do miasta, w którym zaplanowany był nocleg udawaliśmy się do kościoła ja apel jasnogórski. Wtedy to przygrywaliśmy na gitarach, harmonijce, djembe, inni śpiewali… Fajnie. Praktycznie większość dni wyglądała tak samo. Więc cóż tu więcej opisywać? Jeśli macie jakieś konkretne pytania to śmiało piszcie – postaram się odpowiedzieć. Pragnę nadmienić, że gorąco i z całego serducha dziękuję Andie, że była tam ze mną, dzięki czemu pielgrzymka była przyjemniejsza…
Co po pielgrzymce? Nic szczególnego, wróciłem, odpocząłem przez weekend i wróciłem do pracy. Dzisiejszy ośmiogodzinny dyżur już za mną. Kolejny chyba pojutrze, albo jutro. Sam nie wiem… Dyżurek był spokojny, same pediatryczne wyjazdy…
Natenczas myślę, że nic dodać i nic ująć…
PS. Zaczynam wracać do zgłębiania pism na tematy ezoteryczno-parapsychologiczno-okultystyczne, czyli magyia i inne duperele. Wydaje się to być ciekawe w odniesieniu o wiekowość niektórych zapisków oraz zbieżność z różnymi teoriami…




