Po dłuższej przerwie.

Posted: 10 Sierpień 2010 in Uncategorized

No więc po dłuższej przerwie (spowodowanej pielgrzymką) znów tu wracam… Nie dawała mi spokoju ta myśl, że tak długo tu nie pisałem… Nie mogłem pisać – na pielgrzymce naprawdę mało czasu na relaks, a jak chwila się znalazła to znów zasięgu brak doskwierał i uniemożliwiał napisanie czegokolwiek. Na szczęście ów pielgrzymka za mną.
Nie było łatwo. Te dziewięć dni z całą pewnością należy do tych niepowtarzalnych… Początkowo dokuczała pogoda – przez cały pierwszy dzień lało, potem stopniowo się wypogadzało, potem straszny ból nóg, mnóstwo pęcherzy i kilka innych kontuzji. Na szczęście w dwa dni po powrocie z Częstochowy nogi się prawie naprawiły… Na ów pielgrzymce byłem członkiem służby medycznej i grupy muzycznej. Jak sprawa wyglądała? Wstawaliśmy rano podążaliśmy z reguły do kościoła, następnie posuwaliśmy się średnio o 30 km na dobę, co jakiś czas były postoje… Noclegi były całkiem przyjemne. Dwa razy spaliśmy w szkołach, raz u sióstr zakonnych w czymś na kształt domu pielgrzyma, pozostałe noce spędzaliśmy u ludzi, którym należą się najszczersze podziękowania. Miło z ich strony, że zapraszali nas na noclegi, nierzadko częstując wspaniałym jedzonkiem… Mniam… Całe dnie praktycznie spędzaliśmy na modlitwie, medytacji, śpiewie piosenek religijnych i innych sposobach uduchowiania… Niejednokrotnie bawiłem się dobrze, jednakże wydaje mi się, że to nie dla mnie. Szczerze mówiąc zdarzyło się, że w pewnym momencie nie byłem w stanie iść, więc musiałem trochę przejechać autobusem… Co wieczór, po dojściu do miasta, w którym zaplanowany był nocleg udawaliśmy się do kościoła ja apel jasnogórski. Wtedy to przygrywaliśmy na gitarach, harmonijce, djembe, inni śpiewali… Fajnie. Praktycznie większość dni wyglądała tak samo. Więc cóż tu więcej opisywać? Jeśli macie jakieś konkretne pytania to śmiało piszcie – postaram się odpowiedzieć. Pragnę nadmienić, że gorąco i z całego serducha dziękuję Andie, że była tam ze mną, dzięki czemu pielgrzymka była przyjemniejsza… :)

Co po pielgrzymce? Nic szczególnego, wróciłem, odpocząłem przez weekend i wróciłem do pracy. Dzisiejszy ośmiogodzinny dyżur już za mną. Kolejny chyba pojutrze, albo jutro. Sam nie wiem… Dyżurek był spokojny, same pediatryczne wyjazdy… :) Natenczas myślę, że nic dodać i nic ująć…

PS. Zaczynam wracać do zgłębiania pism na tematy ezoteryczno-parapsychologiczno-okultystyczne, czyli magyia i inne duperele. Wydaje się to być ciekawe w odniesieniu o wiekowość niektórych zapisków oraz zbieżność z różnymi teoriami…

Króciutko

Posted: 19 Lipiec 2010 in Uncategorized
Tagi: , ,

image

Witam serdecznie. Powoli sie przywiazuje do tego bloga. Dziś będzie krótko. Jestem na dyzurku od rana. Bylo troche wyjazdow, dosc przyjemnych. Opisywac ich nie bede gdyz za bardzo nie wypada. Poza tym nie byloby w tym nic co mialoby wieksza wartosc edukacyjna.
Udalo mi sie zarejestrowac do lek. med. pracy. Przyjmie mnie dopiero 16 sierpnia, a jutro śmigam do Jurasza na pobranie krwi do badań. Oby wyniki były dobre. Poza tym jutro tez wracam do mojej rodzinnej Kruszwicy. A z Bydgoszcza pozegnam sie na prawie miesiac.
Nie dlugo pielgrzymka, na ktora sie wybieram. Bedzie zapewne extremalnie, szalowo, ciezko, zabawnie i nie powinno byc nudno. Dodam, ze to moja pierwsza pielgrzymka, co wprowadza dodatkowy dreszczyk emocji. No to na dzis bede konczyl, moi drodzy czytelnicy.
Na sam koniec dodam, ze mam wysmienity humor. Pozdrawiam kazdego z osobna i wszystkich razem. Zycze kazdemu wszystkiego dobrego! :*
PS. Na fotce prawa czesc widoku z okna mojego pokoju. Z lewej (czego nie ujalem w kadrze) widac bloki. Fotke mi troche obrocilo, ape niestety nic na to nie poradze, gdyz pisze z komorki. Bye.

Kolejny szałowy dzień.

Posted: 15 Lipiec 2010 in Uncategorized

Tak proszę państwa – obrazek powyżej mówi sam za siebie. Dostałem się na pielęgniarstwo i jestem z siebie bardzo, ale to bardzo dumny. Po wielu rozważaniach w przeszłości nie tak odległej postanowiłem się zapisać na pielęgniarstwo, które moim zdaniem daje szeroki wachlarz możliwości, gdyż można wybierać z szeregu mnogich kursów i specjalizacji. Pozostaje jedynie czekać na uzyskanie dyplomu pielęgniarki :P

A dziś to po prostu wielka masakra była… Poranek jak co dzień, wstałem dość późno bo o 7:20 dopiero podniosłem się z łóżka. Emi się zdziwiła, że tak wcześnia (akurat wychodziła do pracy). Miałem ochotę wstać po piątej i tak odwlekałem i odwlekałem to podniesienie się z łoża…

Później wiadomo – lekkie ogarnięcie, zagdycha, komputer, chłopaki wrócili z pracy, kąpiel i kuna na tramwaj. Piekną bydgoską czwórką posuwałem się leniwie w stronę Ronda Jagiellonów, przy którym to stoi sobie dumnie zespół budynków Collegium Medicum im. Rydygiera w Bydgoszczy. Gorączka dawała się we znaki niemiłosiernie, ale to już powoli robi się standard. No, ale dotarłszy do celu powędrowałem całkiem pewny siebie do Komisji Rekrutacyjnej a tam co? Kolejka! Tak ogromna, że wydawać by się mogło, że nigdy nie dobrnę do jej początku, ale nie było tak źle. Przetrwałem oczekiwanie w suterenie i dostałem się do gabinetu, w którym siedziały sobie panie doktor i zbierały dokumenty od kandydatów. Jedyne co mi się udało uzyskać to skierowanie na badania do medycyny pracy. Trudno. Moje morale zostało jednak odrobinę zmniejszone, aczkolwiek ja nie lubię się tak łatwo poddawać. Szybko posunąłem do pierwszego lepszego punktu ksero i walnąłem sobie kopię dowodu. Równie szybko i bez skrupułów zdecydowałem się poszukać jakiejś kafejki internetowej, by wydrukować podanie. Udało się – była po drugiej stronie ulicy sprytnie ukryta między ogromem kamienic na Jagiellońskiej. Posiadając komplet dokumentów postanowiłem wrócić. Schodzę na dół, patrzę i szok. Jeszcze dłuższa kolejka. Wyszedłem – musiałem zapalić… Hehehe. I tak siedzę i zakciągam się co jakiś czas soczystym dymkiem papierosa, całkiem niechcący usłyszałem ‘swoich’ ludzi. Bo widzicie, siedzę i słyszę ‘to co pojedzim?’ ‘przecie to nie je daleko, możym iść’… O no to sobie myśle trzeba zagadać. Okazało się, że całkiem spoko rodzinka z Janikowa przwywiozła swoją przyszłą synową, by ta złożyła swoje dokumenty (też na pielęgniarstwo). I nasza przyszła pielęgniarka pojawiła się po kilkunastu minutach, gdyż okazało się, że jakieś złe podanie wydrukowała (sam nie wiem jakim cudem). Zaprowadziłem ją do tajnej kafejki internetowej, pomogłem drugnąć ‘papierek’ i wróciliśmy. Kolejka mniejsza, postaliśmy wszystko załatwione… I świetnie, bo jednak taki pięcio godzinny pobyt, wierzcie mi, potrafi być męczący nie tyle fizycznie, co psychicznie. Ajć co do męki psychicznej przypomniała mi się przyszła fizjoterapeutka. No feflotała i feflotała i przestać nie mogła, no co za babsko – w pięć minut poznałem jej najskrytsze marzenia jak i znaczną część biografi…

No ale nic w końcu przed szesnastą wróciłem z CM, umyłem podłogę i zrobiłem, a raczej spieprzyłem sałatkę… Nie pytajcie dlaczego. Sam powiem. Przyprawiając kurczaka na patelni ‘sypło’ mi się za dużo przyprawy typu ‘Vegeta’. Przesolone na maksa i niestety nie dało się tego uratować… Trudno.  Hehehe. Porażki się czasem zdarzają najlepszym (nie żebym myślał, ze jestem dobry w kuchni, ale jakoś się wybronić trzeba).

Na sam koniec pozdrowię Andie, Pearl i tą przyszłą pielęgniarkę-przyszłą synową oraz jej rodzinkę (sory, ale imię mi wyleciało, nie mam pamięci do imion nowopoznanych osób). Najlepszego i dużo szczęścia! :*

PS. Też zauważyliście, że ja już żyję tym pielęgniarstwem?

Nie było mnie tu zaledwie kilka dni, a tak wiele się zmieniło…

Ludzie wierzcie mi – koncert Dżemu to coś co trzeba przeżyć i to nie jeden raz w życiu. Chłopaki grają świetnie, Maciek równie dobrze śpiewa. Taki koncert gorąco polecam. To było coś czego długo nie zapomnę. Ale grali… Do dziś jestem pod wielkim wrażeniem… Ponoć bezcenna była moja mina, gdy zespół przejeżdżał swoim busikiem tuż obok mnie…

Wczoraj miałem dyżurek – w sumie 26 godzin pracy. Wszystko fajnie pięknie, swoje zrobiliśmy, tylko ta pogoda tak się dawała we znaki, że czasem nie szło wytrzymać, gdyby nie klima w karocy i ręcznik to by się chyba stopił na amen. W między czasie szybko i sprawnie wykorzystało mi się wykorzystać komputer na Izbie Przyjęć i moi kochani udało mi się zakwalifikować na studia… Witaj Collegium Medicum. Będę pielęgniarką :) Yeah! Teraz pozostaje zapłacić za legitymację, dowieźć dokumenty i czekać.

Znów ta masakryczna pogoda. Nawet się spać nie da.
Trzeba obejrzeć jakiś film.

Come back.

Posted: 6 Lipiec 2010 in Uncategorized

No cóż odpowiednio zmotywowany postanowiłem wrócić do prowadzenia bloga. Tym razem postaram się to robić częściej niż kiedyś. O czym będę pisał? Zobaczy się. Jest przecież wiele tematów i wiele mniej lub bardziej ciekawych kwesti… Co jakiś czas będzie pewnie coś mądrzejszego niż przeciętny felietonizm, czy zwykłe bebłanie o mojej codzienności. A dziś? Dziś napiszę co się pozmieniało… A pozmieniało się wiele…

Od czego zacząć?
Może od szkoły… Skończyłem ją… 4 lata minęły jak z bicza strzelił. W tym momencie wypadałoby również pochwalić się świadectwem z wyróżnieniem i zdanymi maturkami. Wyniki matur ogólnie zadowalające, ale trochę zawaliłem tą, na której najbardziej mi zależało. Teraz wakacje i trochę stresu, gdyż stresujące jest to oczekiwanie na decyzję o przyjęciu na studia. Jakie? Ratownictwo Medyczne (oczywiście) bądź pielęgniarstwo oba na Collegium Medicum im. Rydygiera w Bydgoszczy. Mam nadzieję, że przyjmą.

A co poza szkołą?
Ogólnie jestem bardzo happy. Mieszkam sobie w Bydgoszczy z Mateuszkiem, Sebkiem i Emi. Fajna Ekipa. Przynajmniej teraz mieszkanie nie świeci pustką (a bywało tak zanim Państwo Sebek i Emi się wprowadzili). Ogólnie trzeba tutaj jakąś roślinkę kupić bo jakoś tak bezpłciowo bez zieleni w mieszkaniu. Prawda?

A dziś?
Dziś wstałem dość wcześnie, bo o piątej :) i bardzo dobrze. Poranne facebookowanie mi dobrze zrobiło, trzeba było też ogarnąć farmę rzecz jasna. Emi z Sebkiem ugotowali świetny obiad. Udko z kurczaka + ryż w sosie słodko-kwaśnym… W sumie pomogłem im (poszedłem po mąkę) hehehe… W między czasie chwyciłem za gitarę. Teraz już od dłuższej chwili toczymy z Ogóreczkiem pojedynek w IcyTower na NK. Świetna zabawa… Jeszcze czeka mnie zebranie w pracy… Może być ostro. Zobaczymy.

Natenczas kończę.
Pozdrawiam gorąco!

Dłoń w ruch.

Posted: 27 Czerwiec 2009 in Uncategorized

Ukazał się dawno zapowiadany artykuł o masturbacji na moim nowym blogu. Gorąco zapraszam na:

frozenlama.blogspot.com

Wybaczcie ale migrować między różnymi portalami… Ale tam całkiem przyjemnie. Na życzenie artykuł mogę wrzucić również tutaj. Jeśli komuś się FrozenLama nie spodoba…

Ach te komputery.

Posted: 14 Czerwiec 2009 in Uncategorized

Witam Państwa!

Wybaczcie, że ostatnimi czasy tak rzadko się tutaj pojawiam… Powodem tego są moje liczne (o ile nieskończone) problemy z moim pecetem. Najpierw jakiś chamski program cham-ware xD zjadł mi dostęp do Internetu. Teraz, po formacie i aktualizacji Windowsa XP (dokładniej instalacja SP3), Windowsik mój kochany nie ma najmniejszej ochoty się podnieść. Co ja bym zrobił bez Ubuntu, czy też notebooka mojej siostry? Zapewne nic. Musiałbym poraz kolejny trzaskać formata. Ale niezapominajmy o cudownej opcji Ubunciarskiej pt.: Live CD. Start systemu z płyty, odpalenie Liska i już wiemy co nie tak. Otóż po próbie aktualizacji systemu o Service Pack 3 nasz kochany M$ Windows czegoś za bardzo nie zczaił, ażeby zczaił należy zainstalować krytyczną poprawkę o tajemniczo brzmiącej nazwie: „KB885523-x86-plk”. Zaraz się zabieram do bezformatowej próby downgrade’u i ponownego upgrade’u, już po zainstalowaniu krytycznej poprawki… Trzymajcie za mnie kciuki! ;)

A miałem wielką chęć pofotoszopować… Niestety nie udało się.

PS. Powyższy tekst ma na celu przestrzegać użytkowników systemu M$ Windows XP Pro przed próbą instalacji SP3 bez uprzedniego instalowanie poprawki KB885523. System po prostu się nie podnosi (resetuje się komp chwilę po zniknięciu tej flagi Windowsowej z tym śmigającym paseczkiem [bootscreen?!]).

PSS. Już niedługo pojawi się zapewne pouczający artykuł o masturbacji. Do zobaczenia!

PSSS. Co myślicie o tym, by zmienić szablon graficzny bloga?

Witaj Państwa zgromadzonych w tym o to miejscu.
Dzisiaj sobie pogadamy jak zwykle na temat. A tematem dzisiejszej lekcji są endorfiny. Nie wiem jak Wam ale mi się ta nazwa nadzwyczaj podoba, córkę mógłbym nazwać Endorfina…
No ale do rzeczy. Czym to cholerstwo jest? A no to cholerstwo to taki wybajerzony związek polipeptydowy endogenny opioid, w skrócie [wg naszej pięknej polskiej Wikipedii] grupa hormonów peptydowych. Peptydowe to znaczy, że to są jakieś cząsteczki amonokwasulców połączone wiązaniem peptydowym (amidowym). Dobra bo za daleko żem odpłynął… Wracając do naszych endorfinek kochanych wypadałoby mi napisać za co są odpowiedzialne no nie? No tak! Już odpowiadam. Endorfinki to tzw. „hormon miłości” lub „hormon szczęścia”. Mówi się, że kształtują nasze uczucie zakochania, sprawiają, że czujemy się doskonale, że jesteśmy zadowoleni z siebie, generalnie taki błogostan-making. Czyli jak już wasze główki mądre wnioskują nasz cudowny organizm sam sobie produkuje narkotyki, ale żeby nie było – endorfiny nie są jedynymi takimi hajowcami jakie człowieczek sobie wytwarza… Zaznaczę jeszcze, że endorfiny mają budowę podobną do morfiny, czyli każdy z nas produkuje sobie taką jakby prywatną morfinkę. Wracając do tematu… Beta-endorfina czyli taki neuroprzekaźniczek jest wpuszczana do krwi z, rzecz jasna, przysadki mózgowej i do rdzenia kręgowego i mózgu z neuronów podwzgórzowych… Beta endorfiny wpuszczane do krwi nie mogą się dostać do mózgu ze względu na barierę krew-mózg i takie tam bla bla bla… To was zapewne nie interesuje. Jedziem dalej. Endorfiny powstają w wyniku rozszczepienia proopiomelanokortyny (POMC), która jest również prekursorem hormonu adrenokortykotropowego (ACTH, kortykotropina). Wiki pisze:
Są silnymi agonistami receptorów opioidowych μ, których pobudzanie wywołuje stany euforyczne. Na te same receptory działają opioidy egzogenne, co wywołuje zniesienie bólu, uczucie przyjemności i dobrego nastroju. Wywołuje to też silne uzależnienie psychiczne i fizyczne.
Agonista czyli łączą się z receptorem wywołując reakcję w komórce, jednym słowem współdziałają…

Aby wytworzyć sobie taki multimedialny narkotyczek, który:

  • zmniejszy odczuwanie bólu
  • stłumi uczucie drętwienia
  • sprawi, ze będziemy z siebie dumni
  • polepszy nam samopoczucie
  • czy w końcu ukształtuje nasze uczucie zakochania

należy:

  • poczuć się zagrożonym (zjawisko analgezji spowodowanej stresem)
  • dużo się śmiać, albo przynajmniej o śmiechu mysleć
  • trochę się spocić, czyli wysilić się fizycznie (chociaż niektóre mądre głowy twierdzą, iż to udział w rywalizacji sportowej ma na to znaczący wpływ); przypuszcza się, że przedłużony intensywny wysiłek powoduje wzmożone wydzielanie endorfin, objawiające się „euforią biegacza”
  • niedotlenić się – Na tej drodze istnieje hipoteza działania euforyzującego alkoholu na organizm poprzez zwiększone powinowactwo tego specjalu do tlenu
  • zjeść coś sotrego np. paprykę chili (u szczurów wytwarza endorfinę, to u ludzi pewnie też)
  • w niektórych ponoć również akupunktura
  • wszamać sobie czekoladkę
  • albo cokolwiek innego, wkręcając sobie, że to wytworzy endorfinkę (efekt placebo)
  • Albo zamówić w sklepie wysyłkowym u Taliba Sadiq’a szczegóły pod numerem gg: 655007

Na koniec jeszcze ciekawostka:Wkrótce odkryto kilkanaście różnych endorfin produkowanych w mózgu i rdzeniu kręgowym, wpływających na odczuwanie bólu, stan uczuć i świadomości. Nazwano je molekułami emocji. Najwięcej receptorów emocji znaleziono w mózgu, w obszarach uważanych za siedzibę uczuć i ośrodki odczuwania przyjemności. W latach 60. w eksperymentach na szczurach pokazano, że elektryczna stymulacja tych miejsc budzi w zwierzętach doznania tak intensywnej ekstazy, że wolą paść z wyczerpania niż przerwać doświadczenia. [1].

Jakie wnioski? Hmm… No sie zastanawiam czy odbierać Wam przyjemność z wysnuwania własnych…

Mogę powiedzieć, że czy nam się to podoba czy nie każdy z nas jest takim malutkim ćpunkiem w pewnym sensie. Mi się to podoba, bo sam z siebie bym się nie czuł tak cudownie z Tobą… Endorfinki i inne takie cuda nam umożliwiają takie, a nie inne samopoczucie.

PS. Jak zwykle pogmatwałem wszystko. Życz miłej lektury.

PSS. Proszę o podsuwanie ciekawych tematów.

PSSS. Jutro pojawią się jakieś ogłoszenia duszpasterskie.

Najważniejszy PS. Kocham Cię :***

PS kończący: Jeśli ktoś już tutaj dojechał to znaczy, że jest wytrwałym czytaczem, a to oznacza, że gorąco zapraszam lubiących czytać do poczytania i recenzowania opowiadań w Bastionie Ukrytego Sensu -> http://bastionukrytegosensu.wordpress.com/

Pastafarianizm

Posted: 9 Kwiecień 2009 in Uncategorized

No miałem napisać parę słów o Pastafarianiźmie. Ale że jestem jakiś zamulony, a nie mam ochoty przepisywać wikipedii, czy też innych serwisów informacyjnych, że tak to nazwę…

Zaczniemy od wikipedii i hasła: Latający Potwór Spaghetti:
>>LSM<<
Teraz trochę o Niewidzialnym Różowym Jednorożcu:
>>IPU<<

Polecam również wpisanie powyższych haseł w wyszukiwarce Google. Zainteresowanych nowymi religiami odsyłam do lektury na tamat m. in. dyskordianizmu.

Wszystkim wierzącym w cokolwiek lub w nic życzę Wesołych Świąt i dużych wesołych jajek :)

Miłość

Posted: 19 Marzec 2009 in Uncategorized

Dziś może tak mało naukowo, kosmicznie, czekoladowo itd. Mam przyjemność wam zaprezentować moim zdaniem ciekawą animację ;) Bo miało być trochę od serca…

Animacja wykopana gdzieś z zakamarków Internetu :)