Dłoń w ruch.

Ukazał się dawno zapowiadany artykuł o masturbacji na moim nowym blogu. Gorąco zapraszam na:

frozenlama.blogspot.com

Wybaczcie ale migrować między różnymi portalami… Ale tam całkiem przyjemnie. Na życzenie artykuł mogę wrzucić również tutaj. Jeśli komuś się FrozenLama nie spodoba…

Zabezpieczony:

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Ach te komputery.

Witam Państwa!

Wybaczcie, że ostatnimi czasy tak rzadko się tutaj pojawiam… Powodem tego są moje liczne (o ile nieskończone) problemy z moim pecetem. Najpierw jakiś chamski program cham-ware xD zjadł mi dostęp do Internetu. Teraz, po formacie i aktualizacji Windowsa XP (dokładniej instalacja SP3), Windowsik mój kochany nie ma najmniejszej ochoty się podnieść. Co ja bym zrobił bez Ubuntu, czy też notebooka mojej siostry? Zapewne nic. Musiałbym poraz kolejny trzaskać formata. Ale niezapominajmy o cudownej opcji Ubunciarskiej pt.: Live CD. Start systemu z płyty, odpalenie Liska i już wiemy co nie tak. Otóż po próbie aktualizacji systemu o Service Pack 3 nasz kochany M$ Windows czegoś za bardzo nie zczaił, ażeby zczaił należy zainstalować krytyczną poprawkę o tajemniczo brzmiącej nazwie: “KB885523-x86-plk”. Zaraz się zabieram do bezformatowej próby downgrade’u i ponownego upgrade’u, już po zainstalowaniu krytycznej poprawki… Trzymajcie za mnie kciuki! ;)

A miałem wielką chęć pofotoszopować… Niestety nie udało się.

PS. Powyższy tekst ma na celu przestrzegać użytkowników systemu M$ Windows XP Pro przed próbą instalacji SP3 bez uprzedniego instalowanie poprawki KB885523. System po prostu się nie podnosi (resetuje się komp chwilę po zniknięciu tej flagi Windowsowej z tym śmigającym paseczkiem [bootscreen?!]).

PSS. Już niedługo pojawi się zapewne pouczający artykuł o masturbacji. Do zobaczenia!

PSSS. Co myślicie o tym, by zmienić szablon graficzny bloga?

Zabezpieczony:

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Zabezpieczony:

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Z cyklu “O miłości słów kilka” cz. I może ostatnia :)

Witaj Państwa zgromadzonych w tym o to miejscu.
Dzisiaj sobie pogadamy jak zwykle na temat. A tematem dzisiejszej lekcji są endorfiny. Nie wiem jak Wam ale mi się ta nazwa nadzwyczaj podoba, córkę mógłbym nazwać Endorfina…
No ale do rzeczy. Czym to cholerstwo jest? A no to cholerstwo to taki wybajerzony związek polipeptydowy endogenny opioid, w skrócie [wg naszej pięknej polskiej Wikipedii] grupa hormonów peptydowych. Peptydowe to znaczy, że to są jakieś cząsteczki amonokwasulców połączone wiązaniem peptydowym (amidowym). Dobra bo za daleko żem odpłynął… Wracając do naszych endorfinek kochanych wypadałoby mi napisać za co są odpowiedzialne no nie? No tak! Już odpowiadam. Endorfinki to tzw. “hormon miłości” lub “hormon szczęścia”. Mówi się, że kształtują nasze uczucie zakochania, sprawiają, że czujemy się doskonale, że jesteśmy zadowoleni z siebie, generalnie taki błogostan-making. Czyli jak już wasze główki mądre wnioskują nasz cudowny organizm sam sobie produkuje narkotyki, ale żeby nie było – endorfiny nie są jedynymi takimi hajowcami jakie człowieczek sobie wytwarza… Zaznaczę jeszcze, że endorfiny mają budowę podobną do morfiny, czyli każdy z nas produkuje sobie taką jakby prywatną morfinkę. Wracając do tematu… Beta-endorfina czyli taki neuroprzekaźniczek jest wpuszczana do krwi z, rzecz jasna, przysadki mózgowej i do rdzenia kręgowego i mózgu z neuronów podwzgórzowych… Beta endorfiny wpuszczane do krwi nie mogą się dostać do mózgu ze względu na barierę krew-mózg i takie tam bla bla bla… To was zapewne nie interesuje. Jedziem dalej. Endorfiny powstają w wyniku rozszczepienia proopiomelanokortyny (POMC), która jest również prekursorem hormonu adrenokortykotropowego (ACTH, kortykotropina). Wiki pisze:
Są silnymi agonistami receptorów opioidowych μ, których pobudzanie wywołuje stany euforyczne. Na te same receptory działają opioidy egzogenne, co wywołuje zniesienie bólu, uczucie przyjemności i dobrego nastroju. Wywołuje to też silne uzależnienie psychiczne i fizyczne.
Agonista czyli łączą się z receptorem wywołując reakcję w komórce, jednym słowem współdziałają…

Aby wytworzyć sobie taki multimedialny narkotyczek, który:

  • zmniejszy odczuwanie bólu
  • stłumi uczucie drętwienia
  • sprawi, ze będziemy z siebie dumni
  • polepszy nam samopoczucie
  • czy w końcu ukształtuje nasze uczucie zakochania

należy:

  • poczuć się zagrożonym (zjawisko analgezji spowodowanej stresem)
  • dużo się śmiać, albo przynajmniej o śmiechu mysleć
  • trochę się spocić, czyli wysilić się fizycznie (chociaż niektóre mądre głowy twierdzą, iż to udział w rywalizacji sportowej ma na to znaczący wpływ); przypuszcza się, że przedłużony intensywny wysiłek powoduje wzmożone wydzielanie endorfin, objawiające się “euforią biegacza”
  • niedotlenić się – Na tej drodze istnieje hipoteza działania euforyzującego alkoholu na organizm poprzez zwiększone powinowactwo tego specjalu do tlenu
  • zjeść coś sotrego np. paprykę chili (u szczurów wytwarza endorfinę, to u ludzi pewnie też)
  • w niektórych ponoć również akupunktura
  • wszamać sobie czekoladkę
  • albo cokolwiek innego, wkręcając sobie, że to wytworzy endorfinkę (efekt placebo)
  • Albo zamówić w sklepie wysyłkowym u Taliba Sadiq’a szczegóły pod numerem gg: 655007

Na koniec jeszcze ciekawostka:Wkrótce odkryto kilkanaście różnych endorfin produkowanych w mózgu i rdzeniu kręgowym, wpływających na odczuwanie bólu, stan uczuć i świadomości. Nazwano je molekułami emocji. Najwięcej receptorów emocji znaleziono w mózgu, w obszarach uważanych za siedzibę uczuć i ośrodki odczuwania przyjemności. W latach 60. w eksperymentach na szczurach pokazano, że elektryczna stymulacja tych miejsc budzi w zwierzętach doznania tak intensywnej ekstazy, że wolą paść z wyczerpania niż przerwać doświadczenia. [1].

Jakie wnioski? Hmm… No sie zastanawiam czy odbierać Wam przyjemność z wysnuwania własnych…

Mogę powiedzieć, że czy nam się to podoba czy nie każdy z nas jest takim malutkim ćpunkiem w pewnym sensie. Mi się to podoba, bo sam z siebie bym się nie czuł tak cudownie z Tobą… Endorfinki i inne takie cuda nam umożliwiają takie, a nie inne samopoczucie.

PS. Jak zwykle pogmatwałem wszystko. Życz miłej lektury.

PSS. Proszę o podsuwanie ciekawych tematów.

PSSS. Jutro pojawią się jakieś ogłoszenia duszpasterskie.

Najważniejszy PS. Kocham Cię :***

PS kończący: Jeśli ktoś już tutaj dojechał to znaczy, że jest wytrwałym czytaczem, a to oznacza, że gorąco zapraszam lubiących czytać do poczytania i recenzowania opowiadań w Bastionie Ukrytego Sensu -> http://bastionukrytegosensu.wordpress.com/

Pastafarianizm

No miałem napisać parę słów o Pastafarianiźmie. Ale że jestem jakiś zamulony, a nie mam ochoty przepisywać wikipedii, czy też innych serwisów informacyjnych, że tak to nazwę…

Zaczniemy od wikipedii i hasła: Latający Potwór Spaghetti:
>>LSM<<
Teraz trochę o Niewidzialnym Różowym Jednorożcu:
>>IPU<<

Polecam również wpisanie powyższych haseł w wyszukiwarce Google. Zainteresowanych nowymi religiami odsyłam do lektury na tamat m. in. dyskordianizmu.

Wszystkim wierzącym w cokolwiek lub w nic życzę Wesołych Świąt i dużych wesołych jajek :)

Miłość

Dziś może tak mało naukowo, kosmicznie, czekoladowo itd. Mam przyjemność wam zaprezentować moim zdaniem ciekawą animację ;) Bo miało być trochę od serca…

Animacja wykopana gdzieś z zakamarków Internetu :)

Wszystko co dobre szybko się kończy.

A właśnie, że gówno prawda! W naturze mało co się samo kończy… Zawsze jest jakaś przyczyna… A moim zdaniem sprawa wygląda następująco:

Jest sobie taki przeciętny człowieczek przypuśćmy o imieniu Zyga. I ta/ten Zyga spotyka sobie jakąś koleżankę albo kolegę zależy co lubi… I się tak umawiają, wiecie, chodzą na randki, kupują sobie, kwiatki, piwo, chomiki, ślimaki i inne rzeczy ot tak żeby było romantycznie… Zyga się zakochuje. Przypuśćmy, że weźmiemy wersję optymistyczną i partner czy partnerka Zygi też się w nim zakochuje. I w ogóle Zyga jest w siódmym niebie. Wszystko jest git majonez. Zyga twierdzi nawet, że jest lepiej niż dobrze… Ale tak sobie z miesiąc są ze sobą. Wiadomo jak to w związkach… Z dnia na dzień kupują sobie co raz mniej kwiatków, ślimaków i psich genitaliów (znaczy prezentów) bo i funduszy coraz mniej i coraz mniej mają dla siebie czasu, bo Zyga pisze maturę, partner/partnerka Zygi musi robić w polu i tak dalej… Jednym słowem oboje zauważając, że robi się do dupy.  Druga połówka Zygi trochę się tym przejmuje, ale nie za bardzo… Bo gnój po polu musi rozwieźć. Natomiast Zyga, człowiek nowoczesny, posiadający internet się trochę smuci z powodu utraty swojego kochanego partnera/partnerki. I na tyle się wkurwił, że walnął pewne pytanko na jakimś forum internetowym… Mianowicie: “Dlaczego wszystko co dobre szybko się kończy?”. Wujek Talib S. łaził po necie i skusił się odpowiedzieć na pytanie, tym bardziej, że nie tylko Zyga chce poznać odpowiedź, ale również światowej sławy internauta Sniper.

Odpowiedź jest krótka imho. Nasuwa się po przeanalizowaniu historii Zygi. Człowiek to taki cholerny, paskudny twór. Na tyle paskudny, że bardzo szybko się do wszystkiego przyzwyczaja. A jak coś nowego, lepszego staje się czymś na porządku dziennym, to przestaje o to dbać… Bo wiadomo przypuśćmy hm… jakaś rzecz na porządku dziennym… hmm… o Wiem! np. Papier toaletowy. Czy dbamy o niego jak na przykład o nowo zakupiony samochód, czy nowo poznaną osobę? A jeśli byli byśmy 22 lata na Syberii i by nam się zachciało srać, a byli byśmy przyzwyczajeni do podcierania się ręką, to czy nie byłoby zaszczytem podetrzeć się srajtaśmą? I ręczę, że naprawdę potrafili byśmy to uszanować i stwierdzić, że dobre. Potem byśmy korzystali z tej srajtaśmy co dzień i znów jak taki Zyga byśmy stwierdzili, że: Wszystko co dobre szybko się kończy.

Podsumowując: nie powinniśmy się tak do wszystkiego przyzwyczajać. Jeśli chcemy by coś co dobre trwało jak najdłużej to musimy wkładać w to wiele wysiłku i starań. Taka prawda. Z tym jak z ogniem w kominku. Ogień w nim będzie tak długo jak długo dorzucać będziemy do niego drewna…

Teraz zobaczmy czy ktoś się ze mną zgodzi? Czy tylko ja mam takie debilne zdanie…

Sniper co do możliwości wygooglowania odpowiedzi: da radę! ;]

I wisz ju a mery krismas. Do usłyszenia (właściwie do napisania). Czekam na riposty ;]

Fazy księżyca, jego grawitacja, pływy i aktywność człowieka

Na wstępie chciałbym podziękować Sayi i Ilmarinenowi – dzięki Wam wiem, że jednak ktoś czyta mojego bloga, mało tego, cieszę się, że powstała taka mała dyskusja :) Widzę, że jest cel prowadzenia tego blogacza…

Dziś miałem zająć się przeszukiwaniem zakamarków Internetu w celu znalezienia informacji na temat wpływu oddziaływań grawitacyjnych Księżyca na organizm człowieka. Dokładniej chodziło o to czy Księżyc jest w stanie pobudzić wodę (będącą w mniej więcej 45-80% składnikiem ludzkiego organizmu) do tego stopnia by powodować jej pływy w człowieczku.

Po znalezieniu cząstkowych informacji moje sceptyczne podejście do sprawy nabrało nieco wątpliwości. Wydaje mi się jednak, że człowieczek jest na tyle małym organizmem, że wpływ Księżyca na niego jest bardzo znikomy w porównaniu z oddziaływaniami grawitacyjnymi Ziemi… Chyba jednak Ziemia zbyt mocno to wszystko przytrzymuje by Księżyc miał jakiekolwiek pole do popisu… Jednak to moja teoria, do której przekonany jestem w sześćdziesięciu pięciu procentach. Po prostu za mało danych przejrzałem. Nadrobię to i już niedługo (tzn. za kilka chyba dni) spróbuję napisać na ten temat coś więcej.

Co do aktywności człowieka podczas pełnie to nie tyle wpływ tu ma grawitacja, co światło xD Bo jeśli aktywność człowieka miałyby powodować pływy ‘organizowane’ przez Księżyc to aktywni bylibyśmy w cyklu dobowym. Saya zapytała o aktywność podczas pełni… Więc: człowiek przyzwyczajony jest do spania w nocy, a aktywności w dzień no nie? Podczas pełni światło słoneczne odbite przez księżyc znacznie rozświetla otoczenie, dzięki czemu, mamy wrażenie niekompletnego zmierzchu… Nasze fotoreceptory odnotowują ten fakt i wkręcają nam, że jeszcze nie powinniśmy spać… To tak moim zdaniem.

W każdym razie zapraszam Was do dyskusji :)

Saya dzięki, że zmuszasz mój mózg do roboty… W szkole raczej mi go piorą i wyłączają… Po szkole mogę pomyśleć na naprawdę spoko tematy ;)

No więc moi drodzy teraz czekam na wasze zdanie na ten temat…